Festiwal obietnic i oskarżeń

Kampania polskich polityków przed wyborami do Parlamentu Europejskiego skupia się na sprawach krajowych. W rezultacie tracimy możliwość dyskusji nad tym, do jakiej Unii Europejskiej chcemy należeć w przyszłości

Stawka nadchodzących wyborów europejskich jest w Polsce wyjątkowo wysoka. Co do tego nie mają wątpliwości liderzy głównych sił politycznych, którzy zgodnie postrzegają to głosowanie jako pierwszą turę jesiennych wyborów parlamentarnych – punkt wyjścia do tego, kto będzie rządził Polską po 2019 roku. W efekcie na listach wyborczych znaleźli się zawodnicy politycznej wagi ciężkiej, zarówno w obozie Zjednoczonej Prawicy – PiS, jak i Koalicji Europejskiej (KE). Przypomnijmy – łącznie sześciu byłych premierów, kilkunastu ministrów i wiceministrów, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu. Wyjątkowe są też intensywność i rozmach kampanii wyborczej, choć w tym aspekcie PiS zdecydowanie prześciga swoich rywali i umiejętnie narzuca podstawową oś sporu tych wyborów – stosunek do euro.

PiS deklaruje, że nie chce polexitu

Dotychczasowe konwencje obozu rządzącego pokazują, że przyjęta strategia opiera się na mobilizacji własnego elektoratu we wschodniej części kraju, w której PiS uzyskuje największe poparcie, wygrał tam też ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego (nie licząc okręgu stołecznego). Nieprzypadkowo pierwsza konwencja regionalna PiS odbyła się na Podkarpaciu, gdzie partia Jarosława Kaczyńskiego notuje najlepsze wyniki. Strategiczne znaczenie miała również konwencja w Kadzidle pod Ostrołęką, skierowana do elektoratu wiejskiego – jak dotąd mniej aktywnego w wyborach europejskich. Do mobilizacji wyborców PiS uruchomił konkretne zachęty finansowe, na czele z rozszerzeniem programu 500+ na pierwsze dziecko, trzynastą emeryturą (jednorazowym 1100 zł) czy zwiększeniem dopłat do zwierząt hodowlanych (finansowanych ze środków unijnych). W trakcie kampanii prezentuje się natomiast jako jedyna siła polityczna, która jest w stanie wywiązać się z tak ambitnych (czytaj: kosztownych) obietnic. Co znaczące, na każdej konwencji regionalnej (niekiedy dwukrotnie w ciągu weekendu) przemawia prezes Kaczyński, któremu wtóruje premier Morawiecki.

Pomimo obecności proeuropejskich akcentów, PiS w zdecydowany sposób przeciwstawił się na ostatnich konwencjach przyjmowaniu przez Polskę euro

Uzupełnieniem działań nakierowanych na własny i konserwatywny elektorat są konwencje w największych polskich miastach (jak dotąd Warszawa, Katowice, Wrocław, Gdańsk, Lublin, Poznań, Kraków), gdzie tradycyjnie frekwencja jest wysoka, lecz gdzie PiS przegrywa (zobacz: ostatnie wybory samorządowe). Szczególnie tam kierowany jest silny przekaz, że obóz Zjednoczonej Prawicy chce trwałego członkostwa Polski w UE, co ostatnio wyjaśnił sam prezes Kaczyński, mówiąc, że „przynależność do UE jest wymogiem polskiego patriotyzmu”. Elementem takiej narracji jest również hasło kampanii: „Polska sercem Europy”, które brzmi, jakby miało uprzedzać jakiekolwiek zarzuty o próbę wyprowadzenia Polski z Unii. Tematy przewodnie poszczególnych konwencji pokazują, jak PiS dywersyfikuje przekaz w zależności od miejsca. Podczas gdy w Lublinie mowa jest o narodzie jako podstawowej wspólnocie kulturowej i politycznej, w Gdańsku na pierwszy plan wychodzi kwestia wolności w Internecie i swobód obywatelskich. Pomimo obecności proeuropejskich akcentów, PiS w zdecydowany sposób przeciwstawił się na ostatnich konwencjach przyjmowaniu przez Polskę euro. Wpisał się tym samym w pogląd większości Polaków (około 65 proc.), niechętnych wprowadzeniu europejskiej waluty nad Wisłą. Zarysował jednocześnie główną linię podziału w stosunku do KE, której poszczególnie partie – w tym wiodąca PO – przedstawiają konkretny scenariusz przyjęcia euro.

Odpowiedź Koalicji Europejskiej

Już pierwsza konwencja Koalicji Europejskiej w Warszawie pokazała, że głównym motywem kampanii KE będzie próba zatrzymania PiS-u jako siły dążącej do wyprowadzenia Polski z Unii. W przeciwieństwie do „małomiasteczkowej” aktywności PiS-u na trasie do wyborów, Koalicja organizuje swoje zgromadzenia wyłącznie w dużych miastach – przynajmniej te, na których obecni są liderzy zrzeszonych w niej ugrupowań. Z punktu widzenia rozkładu frekwencji wyborczej do PE, taka selekcja jest uzasadniona, natomiast poważnym błędem KE wydaje się oparcie kampanii na straszeniu wyborców polexitem ze strony PiS-u. Krótkowzroczność takiej strategii obnażona została chociażby przez ostatnie słowa Jean‑Claude’a Junckera w wywiadzie dla „Rz”, który zaprzeczył, że wygrana PiS-u w wyborach parlamentarnych oznaczać będzie groźbę polexitu. Ustępujący przewodniczący Komisji Europejskiej rozsypał tymi słowami domek z kart, na którym opierała się antypisowska narracja liderów Koalicji – m.in. Grzegorza Schetyny. Jednocześnie zalegitymizował wstrzemięźliwość PiS w stosunku do euro, dostrzegając niechęć Polaków do porzucenia złotego.

Poważnym błędem KE wydaje się oparcie kampanii na straszeniu wyborców polexitem ze strony PiS-u. Krótkowzroczność takiej strategii obnażona została chociażby przez ostatnie słowa Jean-Claude’a Junckera

Kolejną konsekwencją prowadzenia kampanii negatywnej jest ograniczenie przestrzeni, która pozostaje kandydatom Koalicji na przedstawienie własnej wizji integracji europejskiej i przyszłości UE. Komunikowanie wyborcom, że „Wielkim Wyborem” 26 maja będzie kwestia pozostania („my”) lub wyjścia („oni”) z UE sprawia, że dyskusja o preferowanym modelu integracji schodzi na drugi plan. Szkoda, bo wśród kandydatów KE jest wielu polityków, którzy mają sporo do powiedzenia na ten temat. Przykładem Radosław Sikorski, który potrafi skutecznie wyjaśnić, jakie alternatywy (stworzenie europejskiego imperium albo konfederacja) czekają Unię w przyszłości. Na dowód nagranie z debaty „Nowej Konfederacji”, na której kandydat KE co do zasady zgadza się w tej kwestii z min. Konradem Szymańskim z PiS-u.

Dużym problemem dla wiarygodności kampanii nastawionej na zwalczanie obozu rządzącego jest akceptacja dla kosztownych obietnic wyborczych PiS-u, które pokryły się z wcześniejszymi postulatami PO (500+ na pierwsze dziecko i trzynasta emerytura). Deklaracja Grzegorza Schetyny z początku kampanii: „Nic co przyznane, nie będzie odebrane – obiecujemy to!”, została podczas konwencji KE w Poznaniu podbita bezwarunkową obietnicą 1000 zł podwyżki dla nauczycieli po zmianie rządów. Zwycięstwo Koalicji w wyborach europejskich ma być natomiast pierwszym krokiem do tego celu. KE dała się tym samym wciągnąć w festiwal obietnic zapoczątkowany przez PiS pod koniec lutego, wraz z prezentacją „Nowej Piątki”. Abstrahując od konsekwencji dla budżetu, jakie niesie za sobą taka polityka – z pewnością nie pomoże to KE zdystansować się od działań PiS-u w tym zakresie.

Europejska twarz Wiosny i Kukiza

Na tle konwencji europejskich dwóch głównych bloków politycznych, zdominowanych przez politykę krajową, wyróżniają się działania Wiosny Roberta Biedronia oraz Kukiz’15 – dwóch kolejnych komitetów, którym sondaże dają realną szansę na przekroczenie 5 proc. progu i zdobycie mandatów 26 maja. Kampania Wiosny została wyraźnie sprofilowana na ludzi młodych, co pokazała sama formuła prezentacji kandydatów, przypominająca konkurs Eurowizji i uwzględniająca szybki kurs głosowania. W europejskim programie Wiosny znalazły się postulaty skierowane wprost do młodych wyborców – takie jak Erasmus 2.0 czy bezpłatny karnet kolejowy do 26. roku życia. Strategia ta ma uzasadnienie, gdy weźmie się pod uwagę, że grupa wiekowa 18-25 charakteryzuje się najniższym odsetkiem głosujących w wyborach europejskich, a więc jest to spora nisza wyborcza do zagospodarowania. Wśród elementów wyróżniających kampanię Wiosny jest również cykl debat o przyszłości UE, który zapoczątkowany został z udziałem Fransa Timmermansa, jako formy zewnętrznego wsparcia dla kampanii. Pod tym względem strategia wyborcza partii Biedronia częściowo pokryła się z działaniem Pawła Kukiza, który zaprosił na swoją konwencję sojuszników europejskich, m.in. lidera Ruchu Pięciu Gwiazd i wicepremiera Włoch Luigi di Maio. Wzmocnił tym samym europejski wymiar kampanii i pokazał zakotwiczenie Kukiz’15 w tworzącej się grupie politycznej, która może stać się języczkiem u wagi w nowym Parlamencie Europejskim.

Osobną kwestią pozostaje dotychczasowa aktywność koalicji wyborczej Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy, która oscyluje na granicy 4 proc. poparcia w skali kraju – jeśli uwzględnić średnie wyniki kwietniowych sondaży. Powracający na konwencjach postulat polexitu może przyciągnąć najbardziej eurosceptycznych zwolenników partii rządzącej, ale w ogólnym rozrachunku Konfederacja wzmacnia wizerunek PiS jako siły umiarkowanej – na czym szczególnie jej w tych wyborach zależy. Przenosi bowiem na liderów Konfederacji rolę naczelnych (i właściwych) eurosceptyków tych wyborów.

W Polsce trwa festiwal kosztownych obietnic wyborczych i uciekanie się do oskarżeń o inicjowanie polexitu. Z tej gry jak na razie zwycięsko wychodzi obóz rządzący, który nie tylko forsuje tempo kolejnych konwencji wyborczych, ale również nadaje ton dyskusji publicznej

Skutkiem ubocznym transformacji wyborów do PE z elekcji drugiej kategorii w pierwszą turę wyborów parlamentarnych jest jeszcze silniejsze niż dotychczas skierowanie programów, przemówień i obietnic na sprawy krajowe. W rezultacie tracimy jako wspólnota możliwość przeprowadzenia dyskusji nad tym, do jakiej Unii Europejskiej chcemy należeć w przyszłości, które kompetencje jesteśmy gotowi przekazać na poziom europejski, a które chcemy zachować lub przywrócić na poziom narodowy. Dyskusji szczególnie ważnej w obliczu narastającego w Unii przekonania do pogłębienia strefy euro, integracji politycznej i obronnej, a jednocześnie perspektywy zmaterializowania się tzw. „Europy dwóch prędkości”. Tymczasem w Polsce trwa festiwal kosztownych obietnic wyborczych i uciekanie się do oskarżeń o inicjowanie polexitu. Z tej gry jak na razie zwycięsko wychodzi obóz rządzący, który nie tylko forsuje tempo kolejnych konwencji wyborczych, ale również nadaje ton dyskusji publicznej, proponując konkretne oferty programowe czy wywołując temat przyjęcia euro, a zatem kwestię, w której zdystansowane stanowisko PiS podziela zdecydowana większość Polaków. Wydarzeniem, które może przełamać ofensywę PiS-u będzie niewątpliwie dzisiejsze wystąpienie Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskiem. Decyzja przewodniczącego Rady Europejskiej o ewentualnym powrocie do polskiej polityki lub jednoznaczne wsparcie dla KE może znacząco wpłynąć na losy tej kampanii. Jak dotąd „karta Tuska” była w działaniach Koalicji praktycznie niewidoczna.

członek zespołu NK, doktorant nauk o polityce na Uniwersytecie Wrocławskim, współautor raportu Miasta Dolnego Śląska i Opolszczyzny po reformie administracji publicznej z 1998 r. Próba bilansu (2017). Konsultant w Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej we Wrocławiu.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Festiwal obietnic i oskarżeń”

  1. sacatecax pisze:

    Autor podniósł delikatnie problem, który uważam za zasadniczy, a mianowicie braku głębszej wiedzy społeczeństwa na temat funkcjonowania mechanizmów Unii Europejskiej jako zbioru elementów emanujących na zewnątrz, mających wpływ na życie obywateli, oraz z mechanizmami funkcjonującymi w obrębie i pomiędzy jego częściami składowymi. W informacyjnym obiegu społecznym oraz z pop kulturowych przekazów medialnych, nie możemy np dowiedzieć się niczego co ma głębsze uzasadnienie danego mechanizmu, funkcjonują tylko parafrazy opisowe regulacji prawnych, działań grup politycznych, czy przestrzeni ideologicznej a właściwie jej post ideologii. Za przykład podam tutaj jeden z wielu slang, który moim zdaniem celowo został wprowadzony do obiegu czyli ” Unia daje”. Wątpię aby większość naszych rodaków była świadoma mechanizmu stojącego za tym stwierdzeniem. Niektóre telewizje np TV Republika czy Trwam gdzie publicystyka jest na niezłym poziomie, opisują szerzej tą problematykę, natomiast dzisiejsza opozycja anty PiS i media im sprzyjające oferują zlepki sloganów, celowo zmanipulowanych oraz nie do końca polegających na prawdzie. Zjednoczona Prawica jak słusznie zauważył autor na czas kampanii wyborczej, również porzuciła dużą część jej krytycznego spojrzenia na problemy w funkcjonowaniu UE.

  2. przyszłość UE pisze:

    Jaka UE ? Francja znajduje się w stanie chaosu, rozchwiania, przywrócenie porządku w najlepszym wypadku doprowadzi do stagnacji i powolnego regresu. Beznadzieja, brak perspektyw, więcej tego samego, powolne umieranie.

    Elity europejskie zniszczyły UE, a teraz chcą jeszcze zniszczyć nawet społeczeństwa sprowadzając masową imigrację.

    W elitach UE nikt nie myśli jak zwiększyć dzietność wśród rdzennych Europejczyków, jak wspierać rodziny – tylko jak ściągnąć więcej migrantów, jak ich integrować, jak ich opłacać.

    Z UE została fasada, fasada, która się rozsypuje. Regres ekonomiczny, gospodarczy, kulturowy, społeczny, a nawet biologiczne wymieranie Europejczyków – tak wygląda UE dzięki jej elitom.

    Jaka jest przyszłość tego tworu, co on może osiągnąć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz