Newsletter

Budżet unijny bez partyjnej wojenki

Wbrew temu, co mówią politycy, tzw. prealokacja, czyli podział wstępnego budżetu na lata 2021-2027, nie uwzględnia zmian związanych z praworządnością

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Przyjęta przez Komisję Europejską propozycja wieloletniego budżetu Unii stała się już w Polsce przyczynkiem do partyjnych wojenek. Europoseł PO Janusz Lewandowski twierdzi, że utrata wiarygodności Polski i Węgier spowodowała „zmianę filozofii budżetu – odejście od idei solidarności z postkomunistycznym wschodem Europy”, zaś europoseł PiS Ryszard Czarnecki utrzymuje, że budżet „nie ma nic wspólnego z praworządnością”. Mało kto natomiast przygląda się samemu budżetowi, jego strukturze i kontekstowi, w jakim powstał.

Najważniejszą dla Polski częścią budżetu unijnego są środki polityki spójności, które stanowią przede wszystkim bezpośrednią pomoc w formie dotacji dla regionów UE – między innymi na nowe drogi, transport kolejowy, ochronę środowiska, rozwój oświaty, nauki i przedsiębiorczości. Środki te faktycznie w nadchodzącej perspektywie 2021-2027 będą nieco mniejsze niż w poprzednich latach, choć zmiana ta nie jest wielka. Jeśli porównać prealokacje (czyli wstępnie przyznane kwoty), to otrzymamy o 11,6% mniej, niż wstępnie przyznano nam na lata 2014-2020.

Skąd biorą się zmiany? Wbrew temu, co mówią politycy, tzw. prealokacja, czyli podział wstępnego budżetu na lata 2021-2027, nie uwzględnia zmian związanych z praworządnością. Spadki odnotowały np. Estonia, Czechy czy Malta, do których praworządności Komisja Europejska nie miała wątpliwości. Największe zmiany in plus dotyczą natomiast przede wszystkim krajów Europy Południowej (Cypr, Grecja, Włochy), dotkniętych kryzysem migracyjnym, i słabiej rozwiniętych krajów bloku wschodniego (Bułgaria, Rumunia).

Źródło: prealokacja 2014-2020: http://ec.europa.eu/budget/mff/index2014-2020_en.cfml; prealokacja 2021-2027: http://europa.eu/rapid/press-release_IP-18-3885_en.htm

Zmiana ta nie jest arbitralna, ale wynika z algorytmu, na którym bazuje system rozdzielania funduszy unijnych. Na etapie wstępnego, wieloletniego budżetu system ten dotąd oparty był na tzw. „formule berlińskiej”, powstałej w 1999 r. To, czy danemu regionowi przyznano większe czy mniejsze środki polityki spójności, zależało przede wszystkim od jego PKB na mieszkańca w stosunku do średniego PKB na głowę w krajach UE. Przy alokacji nowego budżetu Komisja Europejska zaproponowała modyfikację „formuły berlińskiej”. Nowy algorytm nadal jest oparty na PKB per capita, jednak włączono do niego także nowe wskaźniki: bezrobocie wśród młodzieży, poziom wykształcenia, mierniki zmian klimatycznych oraz przyjmowania i integracji migrantów. Stosunkowo dobra sytuacja na rynku pracy w Polsce, boom edukacyjny, trwający od czasu transformacji ustrojowej, a także nieprzejednana postawa władz wobec przyjmowania uchodźców powodują, że stajemy się „mniej konkurencyjni” względem innych krajów jeśli chodzi o przyznawane środki. Mimo to, Polska pozostaje największym beneficjentem polityki spójności – według wstępnej propozycji ma otrzymać wg cen bieżących 72,7 mld EUR (czyli średnio 1915,7 EUR na osobę), a dla porównania kolejne Włochy otrzymają 43,5 mld (717,8 EUR na osobę). Z drugiej strony należy zwrócić uwagę na fakt, o którym pisze Ignacy Morawski: w porównaniu do coraz większego PKB per capita w Polsce realnie nowe fundusze są faktycznie niewielkie.

Póki co nie można jeszcze mówić o „odejściu od idei solidarności z postkomunistycznym Wschodem”, zwłaszcza z punktu widzenia większych środków dla Rumunii i Bułgarii

Sam fakt, że we wstępnej propozycji budżetu nie obcięto nam żadnych środków ze względu na krytyczną ocenę stanu praworządności, nie może być jeszcze powodem do zadowolenia. Faktycznie bowiem po raz pierwszy w historii funduszy unijnych taki mechanizm zostanie zastosowany. Unia będzie mogła zawiesić, zredukować lub ograniczyć dostęp do finansowania krajom, w których wystąpiły problemy z praworządnością, w tym, gdy zagrożona jest „efektywna kontrola sądowa dokonywana przez niezależne sądy”. W takiej sytuacji o podjęciu środków będzie decydować Komisja Europejska po wysłuchaniu wyjaśnień kraju – i ewentualna decyzja Komisji zostanie przyjęta, chyba że kwalifikowalna większość krajów członkowskich sprzeciwi się jej.

Póki co nie można jeszcze mówić o „odejściu od idei solidarności z postkomunistycznym Wschodem”, zwłaszcza z punktu widzenia większych środków dla Rumunii i Bułgarii. O tym, że środki unijne dla Polski będą po 2020 r. mniejsze, mówiło się już zanim Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy – jedną z przyczyn miało być bogacenie się polskich regionów. Przez ten czas Europę spotkała seria niefortunnych zdarzeń, z kryzysem migracyjnym i Brexitem na czele. Dlatego konieczne było dokonanie zmian, które odzwierciedla nowy budżet polityki spójności – wbrew pozorom niewiele gorszy dla naszego kraju niż budżety poprzednie. Natomiast należy pamiętać, że najważniejsze decyzje zapadną dopiero w najbliższych latach – w ramach negocjacji i ewentualnych działań KE w związku z domniemanymi zagrożeniami dla praworządności. Ostateczny kształt budżetu może więc okazać się dużo mniej korzystny.