Newsletter

Społeczna odpowiedzialność biznesu to ściema

Firmy są od tego, by maksymalizować zysk, a nie od naprawiania świata. Od regulacji ich działań jest państwo

Firmy są od tego, by maksymalizować zysk, a nie od naprawiania świata. Od regulacji ich działań jest państwo

Czy polskie firmy są odpowiedzialne społecznie?

Przede wszystkim dla większości polskich firm kapitalizm jest czymś nowym. Nie są na poziomie rozwoju, na którym społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR, z ang. Corporate Social Responsibility – przyp. red.) jest sposobem, w jaki siebie prezentują. Oczywiście z historycznych powodów wiele polskich firm robi rzeczy „społecznie odpowiedzialne”, np. sponsoruje różną działalność, ale ogólnie rzecz biorąc CSR nie jest istotna w Polsce. I mogę wytłumaczyć dlaczego.

Proszę.

CSR przyjęto z zewnątrz, nie wiedząc po co i jaki jest tego cel, a także dlaczego. Z mojego punktu widzenia jest to błędem. CSR pojawiła się na przełomie lat 60. I 70. XX wieku. Obecnie nie przeżywamy pierwszego kryzysu kapitalizmu w historii. W latach 60. także mocno krytykowano biznes. CSR miał pomóc firmom pokazać, że są w porządku. Później, gdy – w uproszczeniu – ludzie zaczęli uważać, że rynek to najlepsze rozwiązanie problemów, CSR miał złagodzić skutki podejścia rynkowego. Firmy chciały pokazać, że są miłe.

Były?

Nie. Johnson&Johnson, jedna z firm, które mocno powołują się na społeczną odpowiedzialność, sprzedawała nietestowane lekarstwa, za co została ukarana. British Petroleum wydawało bardzo dużo pieniędzy na promocję kultury, ale jednocześnie zanieczyściło Zatokę Meksykańską. Shell – bardzo prorodzinna firma, która nie dbała o własne rurociągi w Delcie Nigru – także doprowadziła do katastrof ekologicznych. Tak możemy obserwować firmę po firmie i każda kieruje się maksymalizacją zysku.

Hipokryzja?

To za mocne słowo. Oni sami siebie oszukiwali. Jestem ekonomistą i działałem w biznesie. Obowiązkiem firm jest maksymalizacja zysków. Ich celem nie jest udawanie, że chcą uleczyć zło tego świata. Jestem lewicowcem, ale co do zasady to akceptuję. Musimy sobie uświadomić, że to nie firmy, a państwo ma dbać o to, by rynek funkcjonował odpowiednio.

Jednak przestrzeganie prawa to nie odpowiedzialność społeczna, to obowiązek.

Firmy są jak ludzie: jedne przestrzegają, inne nie. Nie twierdzę, że firmy są złe, ale dynamika sytuacji, w jakiej są, każe im podejmować decyzje, które nie są korzystne dla całego społeczeństwa, ale przynoszą im korzyści. Przykład: globalizacji – to wskazanie, by firmy troszczyły się o każde ogniwo łańcucha logistycznego ale one  troszczą się tylko wtedy, gdy ktoś patrzy im przez ramię. Tesco to dobra firma, która wspiera szkoły i tak dalej, ale jednocześnie bardzo ostro obniżyła ceny dla swoich dostawców i wykorzystuje swoją siłę rynkową, by pozwolić sobie na płacenie im po 90 czy 120 dniach. I co z tego, że oni kupują komputery do szkół, skoro jednocześnie wyciskają liczne małe firmy. Ale nie można powiedzieć, że w Tesco pracują źli ludzie, bo ich zadaniem jest po prostu zarabianie pieniędzy dla właścicieli firmy. To zadaniem państwa jest ustawienie w tym kontekście takich spraw, jak relacje ze związkami zawodowymi czy kontrahentami.

CSR przyjęto w Polsce z zewnątrz, nie wiedząc po co i jaki jest tego cel, a także dlaczego jest to błędem

Ale przecież możemy wywierać nacisk na firmy, by się lepiej zachowywały, na przykład przez bojkot konsumencki.

Tak, ale to nie jest odpowiedzialność społeczna. Ona była wykorzystywana jako przykrywka: firmy wierzą w to, że robią dobrze, ale system tak nie funkcjonuje. I oczywiście Internet i inne formy komunikacji pomagają konsumentom wpływać na firmy, ale tu nie o to chodzi. Weźmy przykład przemysłu medialnego w Wielkiej Brytanii. Było wiele skandali związanych z hakerstwem, szkalowaniem i nadużyciami władzy. Powołano nawet specjalną komisję, która zaproponowała zmiany. Przedstawiciele mediów powiedzieli: „my już będziemy się lepiej zachowywali, będziemy się sami regulowali”. Ale ta samoregulacja polega na tym, że nic się nie zmienia.

Istnieją organizacje tworzące bazy dobrych praktyk, które mogą być dobrym przykładem.

Świetnie. Ale to nie rozwiązuje problemu. Te organizacje same stworzyły swój przemysł – są nawet organizacje, które przyznają standardy CSR. Firmy mają szczególny gen, który musimy zauważyć i wtedy dopiero zrozumiemy, jak działają. A działają tak, że nie chcą być zbytnio kontrolowane, za to chcą dobrze wyglądać w oczach konsumentów.

Jednak CSR wspiera także pozytywne zmiany. Weźmy choćby Kartę Dużej Rodziny, mocno popularyzowaną przez organizacje zajmujące się społeczną odpowiedzialnością biznesu.

Karta Dużej Rodziny to rodzaj dyskryminacji cenowej i droga do maksymalizacji rynku. Firmy, które biorą w tym udział, ściągają w ten sposób do siebie klientów. Jeśli one tego nie zrobią, zrobi to ktoś inny.

Ale przed wprowadzeniem KDR mało które to robiły. A był to jeden z elementów polityki rodzinnej rządu, dążącej do poprawienia sytuacji demograficznej w Polsce. Mały, ale zawsze.

Problemem Polski jest to, że nie wspiera się wystarczająco ludzi mniej zamożnych, dlatego też PiS wygrał wybory. Ludzie zobaczyli, że mogą żyć na wyższym poziomie i boją się go utracić posiadając dzieci. To, czego rodzice potrzebują, to dobre przedszkola, elastyczny czas pracy, sensowna płaca, dobre rozwiązania przy urlopach macierzyńskich i oczywiście publiczny system mieszkaniowy. Fajnie mieć takie rozwiązanie jak Karta Dużej Rodziny. Czy ono zadziała? Nie jestem pewien. Czy ktoś na tym skorzysta? Z pewnością. Ale to, że firmy będą miłe dla rodzin, nie rozwiąże problemów demograficznych.

Jednak CSR to nie tylko „bycie miłym dla rodzin”.

Zanim polskie firmy zaczną się zastanawiać nad swoją społeczną odpowiedzialnością, niech będą dobrze zarządzane. Są dobre i złe sposoby zarządzania firmą. Niestety, większość polskich firm jest źle zarządzana. Nadal jest to autorytarny sposób zarządzania. Jeśli ludzie w niej zatrudnieni czują się dobrze, dobrze pracują, firma się rozwija – i o to chodzi. Temu służy współpraca ze związkami zawodowymi, rady zakładowe, udziały pracownicze, ale nie prorodzinne upusty. Ponadto firmy nie wydają zbyt dużo pieniędzy na badania i rozwój, ludzie sobie nie ufają, nie przedyskutowują problemów.

Gdy wejdziemy na strony internetowe organizacji zajmujących się CSR zauważymy, że dużo miejsca poświęcają uczeniu firm, jak swoje dobre praktyki „sprzedawać” mediom. To służy zakrywaniu rzeczywistości

Czy to się zmienia?

Trochę tak, ale jeśli przyjrzymy się, ile pieniędzy wydają firmy na badania i rozwój, to jest to bardzo mało. Tego powinniśmy od nich oczekiwać, ale nie tego, by się zachowywały „społecznie odpowiedzialnie”, bo nie będą, ponieważ mają bank do spłacenia i udziałowców, którzy chcieliby na tym zarobić.

Społeczna odpowiedzialność biznesu nie zastąpi państwa?

Nie zastąpi rządu, związków zawodowych, prawa, regulacji. Ja nie potępiam firm, ale to tak, jakby uznać, że tygrys będzie zachowywał się jak zwierzątko domowe. Nie będzie! To dzikie zwierzę i nie można mieć mu tego za złe. Firmy funkcjonują w ramach społeczeństwa, które ma normy i prawo. Moim zdaniem w dzisiejszym świecie normy to sposób, w jaki powinniśmy się zachowywać, tak czy owak – i to nie ma nic wspólnego z CSR. To podstawa. I leży ona w interesie firmy, bo dzięki temu ludziom w ogóle chce się rano zacząć pracę. To zmniejsza rotację pracowników i pomaga firmie maksymalizować jej zysk. Ale chodzi także o sensowne podejście do klientów. To powinno być normą, a nie modą, napędzaną przez konferencje, raporty, badania i standardy, bo ona wcale nie powoduje, że firmy działają lepiej. To jest kłamstwo.

Jednak organizacje zajmujące się CSR promują te normy.

To strata czasu. Normy wychodzą ze społeczeństwa, pojawiają się w wyniku nacisku konsumentów. Przykładowo rząd zobowiązuje firmy do tego, by przekazywały konkretne informacje wszystkim ogniwom łańcucha logistycznego. Gdy klienci mają do nich dostęp i widzą, że jakaś firma zachowuje się w sposób, który nie jest „odpowiedzialny społecznie”, może zareagować. Gdy z kolei wejdziemy na strony internetowe organizacji zajmujących się CSR zauważymy, że dużo miejsca poświęcają uczeniu firm, jak swoje dobre praktyki „sprzedawać” mediom. To służy zakrywaniu rzeczywistości. Weźmy przykład Coca-Coli. Wszyscy, nawet ludzie tam pracujący powiedzą, że zawartość cukru w ich produktach jest zbyt duża. Jak doprowadzimy Coca-Colę do działania społecznie odpowiedzialnego? Przede wszystkim trzeba ją zmusić, by informowała ludzi o tym, co piją i jakie ma to konsekwencje dla ich zdrowia. I żeby oni mogli podjąć decyzję, czy chcą pić to świństwo, czy nie.

Przecież już informują.

Ale to jest pisane w taki sposób, że nikt tego nie rozumie!

To powinno się zmienić na przykład w Polsce?

Tak, choć chcę powiedzieć, że macie dobre jedzenie, na pewno w porównaniu z brytyjskim (śmiech). Ale jedną ze zmian, jakie powinny być przeprowadzone, to zobowiązanie firm do opisywania swoich produktów w sposób zrozumiały dla każdego. Bo tu nie chodzi o to, by rząd mówił nam, co mamy robić, a co nie, ale o to, żebyśmy mieli dostęp do wiedzy, która pozwoli nam podjąć własne decyzje. To, co mnie szokuje, to także reklama skierowana do dzieci, zwłaszcza reklama słodyczy. Inną zmianą powinno być zobowiązanie wszystkich firm, by miały jakąś formę systemu reprezentatywnego. By pracownicy czuli się swobodniejsi niż są dziś. Trzeba także wzmocnić transparentność procesów negocjacyjnych – przykładowo między państwową służbą zdrowia a branżą farmaceutyczną. One powinny być absolutnie jasne. I to wymusi odpowiedzialność na biznesie. Rząd musi przede wszystkim zrozumieć, że nie może polegać na tym, że firmy będą się same trzymać w ryzach. Nie będą, bo nie mogą.