Nauczyć się wolności

Tradycyjny model gospodarki ma się do modelu Kelsowskiego tak, jak model monarchiczny do republikańskiego

Tradycyjny model gospodarki ma się do modelu Kelsowskiego tak, jak model monarchiczny do republikańskiego

Amerykański ekonomista Jeremy Rifkin twierdzi, że kończy się era klasycznego kapitalizmu i stosunków pracy, które on wytworzył. Według niego w niedalekiej przyszłości będziemy mieli w pełni zautomatyzowane fabryki, wirtualny handel detaliczny i kulturę barteru. Ile w takim układzie będzie jeszcze warta praca?

Żeby na to pytanie odpowiedzieć należy pojęcie „praca” podzielić na dwie część: do niedawna dla większości ludzi praca oznaczała przede wszystkim wysiłek fizyczny: albo na polu, albo w fabryce. Zaangażowane było przede wszystkim ciało. Ten rodzaj pracy jest w oczywisty sposób wypierany przez to, co nazywamy postępem techniki, czyli automatyzację. Ogromna większość tych ciężkich, niewdzięcznych prac może być dziś wykonywana przez różnego rodzaju maszyny i roboty. Znaczenie tego rodzaju pracy więc niewątpliwie spadło w przeciągu ostatnich 200 lat, od czasu rewolucji przemysłowej, i będzie dalej spadało. Mamy też drugi rodzaj pracy, który można nazwać pracą twórczą, polegający na robieniu nowych rzeczy, a nie powtarzaniu wcześniej przyjętej mechanicznej procedury. Jest w tym jakiś pierwiastek arcyludzki. Ten rodzaj pracy staje się coraz ważniejszy. Ludzie, którzy wykonują pierwszego rodzaju pracę są w coraz trudniejszej sytuacji. Ci, którzy wykonują drugiego rodzaju pracę, tak zwana klasa kreatywna (typowym przykładem są informatycy), zyskują na znaczeniu. Rola tego typu wysiłku zdecydowanie będzie rosła.

Dochód z pracy często jednak nie starczy na wiele więcej niż konsumpcja. Klasa średnia ubożeje. Panuje poczucie niesprawiedliwości: „ciężko pracuję, a i tak na nic mnie nie stać”. Donald Trump, obiecując powrót do prosperity, zwraca się głównie do amerykańskiej klasy średniej…

Rola pracy fizycznej, nietwórczej, spada. Jak już mówiłem, ten rodzaj pracy jest coraz częściej wykonywany przez maszyny. Ludzie, którzy wykonują taką pracę, jeszcze pół wieku temu byli nieźle opłacani. W dzisiejszym świecie są zmuszeni pracować na dwa etaty, jeden np. jako sprzedawca w markecie, drugi też wykonując jakąś prostą pracę, podczas gdy większość produkcji jest wykonywana przez wyspecjalizowane maszyny, obsługiwane przez słabo opłacanych pracowników, np. w Chinach. Te towary później trafiają do krajów zachodnich. Osoby, które 50 lat temu moglibyśmy zaliczyć do klasy średniej, by utrzymać dotychczasowy poziom życia, muszą pracować więcej. Zamiast jednej osoby w rodzinie pracującej na jeden etat, pracują dwie, każda na półtora etatu. To jest powód, dlaczego klasa średnia ubożeje. Ludzie są bardzo zapracowani, i mimo tego nie są w stanie wiele zaoszczędzić, ani zainwestować.

Żeby uzyskać kapitał trzeba mieć kapitał?

Tak, żeby dostać pieniądze, trzeba mieć pieniądze. Te oszczędności, które ci ludzie są w stanie wygenerować, mogą włożyć na przykład na bardzo nisko oprocentowaną lokatę. Atrakcyjne i efektywne metody pomnażania pieniędzy nie są dla nich dostępne. By móc aktywnie uczestniczyć w tworzeniu majątku w dzisiejszej gospodarce, trzeba już mieć majątek. Ekonomia binarna, której twórcą jest Louis Kelso, próbuje znaleźć następującą odpowiedź na ten problem: ponieważ prostej pracy jest coraz mniej, a by trudzić się pracą twórczą należy spełnić szereg wymogów, choćby długie wykształcenie, które nie jest dostępne dla każdego, powinno przestać być oczywiste, że jedynym i głównym źródłem zarobkowania dla przeciętnego człowieka jest praca. Idea ekonomii binarnej polega na tym, że jak najwięcej ludzi, a docelowo wszyscy, czerpią co najmniej połowę swoich dochodów z kapitału. Louis Kelso rozumiał przez to, że ludzie zaczną być właścicielami firm, z którymi mają istotny związek. Najbardziej znanym przykładem jest akcjonariat pracowniczy. Polega on na tym, że pracownicy mogą nabyć udziały w firmach, w których pracują. To funkcjonuje na takiej zasadzie, że państwo oferuje duże ulgi podatkowe przedsiębiorcom, jeśli sprzedadzą część swoich udziałów pracownikom. Na dodatek pracownicy, którzy są jednocześnie właścicielami, są bardziej produktywni. Pracują także dla siebie. Firmy z akcjonariatem pracowniczym pojawiły się w połowie lat 70. w USA. To ważne, ponieważ było sporo czasu, by zbadać, jak ten model sprawdza się w praktyce. Obecnie w Stanach Zjednoczonych firmy z PPW zatrudniają 15 mln ludzi. Badania wykazały, że firmy, w których jest akcjonariat pracowniczy i kultura własności, czyli pracownicy nie tylko są właścicielami w sensie prawnym, ale uczestniczą w zarządzaniu firmą, są znacznie bardziej produktywne niż analogiczne firmy, w których tej własności pracowniczej nie ma.

Idea ekonomii binarnej polega na tym, by jak najwięcej ludzi, a docelowo wszyscy, czerpali co najmniej połowę swoich dochodów z kapitału. Louis Kelso rozumiał przez to, że ludzie zaczną być właścicielami firm, z którymi mają istotny związek

Najczęstszy argument podnoszony przeciwko akcjonariatowi pracowniczemu to brak dywersyfikacji. Pracownik nabywa udziały w jednej firmie. Gdy ta bankrutuje, traci zarówno pracę, jak i kapitał. Były takie przykłady. Choćby spektakularny upadek Enronu…

To nie miało tak być. Kelso mówił, że człowiek powinien mieć akcje nie tylko firm, dla których pracuje, czy pracował, ale także akcje firm, których jest konsumentem. Firm użyteczności publicznej, jak elektrociepłownie, wodociągi itd. To jest tak zwany akcjonariat konsumencki. Ta idea w pewien sposób została wdrożona w rzeczywistości biznesowej. Przykładem są programy lojalnościowe dla klientów, choćby w liniach lotniczych. Wszelkie naturalne monopole mogłyby być w ten sposób wykorzystane: niech będą własnością ludzi, którzy na obszarze tych naturalnych monopolów mieszkają. Najszerszą ideą, jaką Kelso miał, była jednak idea akcjonariatu obywatelskiego: chciał, by każdy człowiek z tego tylko tytułu, że jest obywatelem, mógł mieć majątek. Człowiek po kilkudziesięcioletniej karierze zawodowej powinien przechodzić na emeryturę mając akcje różnych firm, z którymi był, czy jest wciąż, blisko związany. Firm, które dawały mu zatrudnienie, których był konsumentem, a teraz są podstawą jego emerytury.

Zakładając, że te firmy dalej funkcjonują. Dziś natomiast potrafią upadać szybciej niż się pojawiają.

Tak, zgadza się, ale zwykle jednak bankructwo nie jest tak niespodziewane. Widząc, że w firmie zaczyna dziać się źle, pracownicy mają możliwość reakcji. W określonych momentach mogą odsprzedać swoje udziały firmie.

To wszystko jest naznaczone idealizmem i zakłada sporą dawkę dobrej woli ze strony przedsiębiorców, a jej chyba nie ma, bo model akcjonariatu pracowniczego się słabo przyjął, i to nawet w USA. Zachęty w postaci ulg podatkowych i możliwego wzrostu produktywności najwyraźniej nie wystarczają.

To nie zostało wdrożone, bo czas tej idei jeszcze nie nadszedł. Kelso sam wychodził z założenia, że jego idea zostanie zrealizowana dopiero w XXI wieku. Swoją pierwszą książkę „The Capitalist Manifesto” napisał w latach II wojny światowej. Służył wtedy na statku. Gdy został zwolniony do cywila, rząd amerykański zaczął urządzać gospodarkę według prawideł keynesowskich. Przyjęto ustawę o pełnym zatrudnieniu. Dla Kelso był to całkowity absurd. Jego zdaniem pełne zatrudnienie nie było celem, do którego społeczeństwo powinno dążyć. Pełne zatrudnienie może bowiem istnieć tylko w państwie niewolniczym. W państwie zaawansowanym technologicznie, bezrobocie jest rzeczą zupełnie naturalną, nie należy temu przeszkadzać, tylko zadbać o to, by własność była rozproszona, rozpowszechniona.

Mamy obecnie, a jesteśmy już w XXI wieku, sytuację zupełnie odwrotną. 85 najbogatszych ludzi ma tyle pieniędzy, co połowa świata. Koncentracja kapitału postępuje.

Zgadza się. Nierówność jest obecnie największym problemem ekonomicznym, zresztą szeroko dyskutowanym, szczególnie od chwili ukazania się książki Thomasa Piketty’ego „Kapitał w XXI wieku”. Ludzie zorientowali się, że istnieje ogromny problem, zarówno praktyczny, jak i teoretyczny, na każdej płaszczyźnie. Ludzie, którzy znają trochę Piketty’ego i wiedzą, jak wygląda rzeczywistość polityczna i gospodarcza, są o wiele bardziej otwarci na idee Kelso. Przez 70 lat były inne priorytety, teraz sytuacja się zmieniła. Warunki stały się przyjazne, szczególnie w Polsce, ponieważ prywatyzacja została tu przeprowadzona w sposób bardzo niedoskonały. Doprowadziła do dużej koncentracji majątku. W Polsce pobrzmiewa echo wyżu demograficznego. Bardzo liczne pokolenie, nasze pokolenie, potrzebuje przestrzeni, szansy, żeby móc funkcjonować, założyć rodzinę itd.

No dobrze, ale mówimy tu głównie o sektorze produkcyjnym. Kolejnym problemem związanym z koncentracją kapitału jest nadmiar sztucznego pieniądza, niemającego pokrycia w produkcji. Kelso nie mógł tego w tej mierze przewidzieć. Jak się to ma do akcjonariatu pracowniczego, a nawet obywatelskiego?

Sztuczny pieniądz – nie wiem, czy to jest do końca trafne określenie. Nazwijmy to problemem z systemem finansowym. Uprzemysłowiona, nowoczesna, zrobotyzowana gospodarka, w której jest mały procent ludzi, posiadających te maszyny, prowadzi do ogromnych nierówności dochodowych. Gdyby nie to, że oprócz mechanizmów ekonomicznych istnieją także mechanizmy polityczne, to nasze społeczeństwa już dawno by się rozsypały. Ponieważ istnieją nierówności, mamy bardzo silną tendencję do redystrybucji tego majątku. Zabrać bogatym, opodatkować ich, dać biednym. Drugą metodą jest także redystrybucja, ale ukryta, czyli biurokratyzacja. Państwo zatrudnia ludzi, którzy wykonują pozorną pracę, ale dostają za to prawdziwe pieniądze, finansowane z podatków. Ale jest trzeci mechanizm kompensacji nierówności: poprzez zadłużanie się biednych u bogatych, niebezpośrednio, ale w instytucjach finansowych i poprzez zadłużanie się obecnych biednych wobec przyszłych pokoleń, czyli dług publiczny. Banki centralne na różne sposoby mogą ułatwiać to zadłużanie, powodując problemy w systemie finansowym. W tym sensie, jeśli biedni zaczynają mieć kapitał, który jest źródłem ich dochodów, to te wszystkie palące i nierozwiązywalne problemy polityczne, które są mechanizmami kompensacji nierówności dochodowych, przestają być potrzebne. Coraz więcej ludzi staje się zdolnymi do samodzielnego funkcjonowania i nie musi się oglądać na niczyją pomoc, szczególnie socjalną.

Osoby, które 50 lat temu moglibyśmy zaliczyć do klasy średniej, by utrzymać dotychczasowy poziom życia, muszą pracować więcej. Zamiast jednej osoby w rodzinie pracującej na jeden etat, pracują dwie, każda na półtora etatu

Brzmi wspaniale. Ale są kultury, takie jak francuska, gdzie dominują związki zawodowe i budżetówka, a zwykli ludzie uważają socjal za największe społeczne osiągnięcie, wynikające z walki klas ostatnich kilkudziesięciu, a nawet i więcej, lat. Każdą próbę odebrania im tego, pod jakimkolwiek pozorem, uważają za zbrodnię. Niełatwo będzie przełamać te kulturowe wzorce i tradycje.

Kelso ze zdziwieniem odkrył, że jego rozwiązanie, którego głównym beneficjentem jest klasa pracująca, jest aktywnie zwalczane przez ruch związkowy. To wydaje się paradoksalne, ale tylko na pierwszy rzut oka. Ruch związkowy pomaga pracownikom wywalczyć większą część produktu. Mamy rosnącą rolę kapitału, co oznacza, że mamy także rosnące dochody z kapitału. Z drugiej strony, mamy spadającą rolę pracy. Fundusz płac jest więc w PKB coraz mniejszy. Ruch związkowy chce zatrzymać ten proces, by fundusz płac do podziału wśród pracowników był jak największy. Ale rozwiązanie, które miałoby polegać na tym, że nie trzeba już targować się o płacę, tylko pomagać w tym, by jak najwięcej ludzi było kapitalistami, spowodowałoby, że ruch związkowy stałby się niepotrzebny. Kelso uważał, że cena pracy, jaką on zaobserwował, jest wyższa niż cena równowagi, i że po wprowadzeniu reform związanych z ekonomią binarną, gdzie pracownicy zaczną mieć więcej dochodów z kapitału, cena pracy spadnie. Ruch związkowy to rozumiał i wiedział, że jest to sprzeczne z jego interesami. To jest poważna zmiana paradygmatu i można to spokojnie porównać do przewrotu kopernikańskiego. Kelso proponuje model analogiczny do heliocentrycznego: nie praca ludzka jest w centrum – ona jest tylko jedną z dwóch wartości centralnych: kapitału i pracy. Trzeba wszystko do tego dostosować: prawo, styl życia i mnóstwo innych rzeczy. Kelso miał świadomość, że to jest największy problem. Zmiana mentalnościowa. Nauczyć się żyć, jako wolni ludzie. Kelso uważał, że powołaniem człowieka jest tworzenie kultury i uczestniczenie w polityce. Do tego ekonomia binarna prowadzi i to też jest warunkiem ekonomii binarnej. Tradycyjny model gospodarki ma się do modelu Kelsowskiego tak, jak model władzy monarchicznej do republikańskiej. Działający sprawnie, byłby potęgą.

Zmiana paradygmatu – to brzmi wdzięcznie, ale co z tymi, którzy z różnych powodów (choroba, niepełnosprawność) nie są w stanie pracować? Czy dla tych ludzi system redystrybucyjny nie musi pozostać w pewnej mierze podtrzymany? Ktoś musi ich utrzymać, a cytując klasyka: „nie ma darmowych posiłków”.

Odpowiedź na to pytanie jest w maksymalnym skrócie następująca: akcjonariat obywatelski lub inaczej powszechny. Polega on na tym, że państwo proponuje pewien układ firmom, które mają jakąś inwestycję do sfinansowania. Najbardziej obrazowy będzie przykład budowy nieruchomości komercyjnych – galerii handlowych, powierzchni magazynowych czy biur. Jest to bardzo atrakcyjna forma kapitału – raz wybudowana, przez długie lata daje relatywnie stabilne dochody, bez konieczności stałego, aktywnego angażowania się w prowadzenie biznesu. Rentier to najczęściej ktoś, kto ma pasywny dochód z nieruchomości. Czy jest możliwe, aby w tym sensie rentierami byli niepełnosprawni, dzieci itp.? Kelso odpowiada, że tak i wymienia warunki, jakie muszą być spełnione.

Najważniejsza i praktycznie jedyna różnica między nimi a bogatymi, którzy na końcu tradycyjnego procesu inwestycyjnego staną się właścicielami nieruchomości, polega na tym, że ci pierwsi mają majątek, który mogą przedstawić, jako zabezpieczenie. Oni nie uczestniczą w zarządzaniu nieruchomością – robi to profesjonalny podmiot – szuka najemców, negocjuje itp., za co otrzymuje wynagrodzenie. Kelso wymyślił więc, że jest bardzo wskazane, aby istnieli ubezpieczyciele kredytów inwestycyjnych. Wówczas każdy obywatel, nawet niepełnosprawny, mógłby stać się współwłaścicielem nieruchomości komercyjnej. Mógłby uczestniczyć w tej lukratywnej branży gospodarki, nawet jeśli nie miałby majątku na przypadającą na niego część zabezpieczenia. Na wypadek wystąpienia problemu – przykładowego uciążliwego sąsiada, wykupywałby ubezpieczenie.

A co, jeśli nie miałby pieniędzy także na ubezpieczenie?

Tu Kelso dopuszczał redystrybucję. Rząd mógłby wykupywać to ubezpieczenie dla biednych ludzi – do momentu, kiedy nie zgromadzą np. 0,5 mln zł aktywów. W tym wypadku oczywiście jest to inna redystrybucja – rząd daje nie rybę, ale wędkę. Oczywiście nabyte w preferencyjny sposób udziały w galerii handlowej nie mogłyby być zbywane i przeznaczone na bieżącą konsumpcję.

Są ekonomiści, sytuujący się głównie po lewej stronie politycznego spektrum, którzy twierdzą, że to wszystko jest zbyt skomplikowane. Wystarczy udostępnić nieoprocentowane pożyczki, bez zabezpieczeń, i problem udziału ubogich i klasy średniej w produkcji sam się rozwiąże. Coś w rodzaju bankowości islamskiej, tylko bardziej radykalne.

No nie. To rozwiązanie było testowane naprawdę wielokrotnie i kończy się to zawsze w zły sposób, dlatego że nie ma dyscypliny finansowej. Te rozwiązania lewicowe, które mówią, że wystarczy zlikwidować koszt kredytu, a wtedy gospodarka ruszy, nie mają pokrycia w rzeczywistości. Jeśli każdy może dostać tani kredyt, to jaka instytucja, jaki podmiot zagwarantuje, że te kredyty będą spłacane? Albo, że nie będą przeznaczane na rzeczy niepotrzebne, np. fabryki towarów, których nikt nie chce? Zaleta modelu Kelso polega na tym, że ta cała dyscyplina jest zachowana. Faworyzuje tych, którzy nie mają łatwego dostępu do kapitału, jednocześnie nie podważając dyscypliny systemu finansowego. Model Kelso nie kwestionuje żadnej z fundamentalnych zasad obecnego systemu społeczno-gospodarczego – ograniczonego rządu, wolnego rynku, własności prywatnej. Wręcz przeciwnie – przez postulat powszechnej własności kapitału chce, aby te zasady zaczęły działać na rzecz całego społeczeństwa.

Członek Klubu Jagiellońskiego i redakcji kwartalnika „Pressje”. Ekonomista i filozof. Pracownik NBP

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz