Moment przedprogowy?

Aktualności,

Konflikt rozgrywa się dziś między orientacją na długofalowy rozwój prowadzącą do próby dokonania korekty systemowej a coraz bardziej zdemoralizowaną i krótkowzroczną sferą polityczną.

Ostatnie spotkanie liderów związków zawodowych i ekspertów Komisji Trójstronnej (zostały też na nim odczytane stanowiska KPP „Lewiatan” i Business Centre Club), poświęcone poszukiwaniu nowych form dialogu społecznego, nie przebiło się w mediach, choć było na nim wielu dziennikarzy. A powinno – było bowiem poruszające. Wyczułam tam atmosferę szalenie interesującego momentu przedprogowego, w którym skonfliktowane do tej pory środowiska związków i pracodawców odnajdują płaszczyznę porozumienia. A jednocześnie narasta ich wspólny konflikt interesów z rządem.

I nie chodzi tylko o próbę przekształcenia dotychczasowej, trójstronnej (związki–pracodawcy–rząd) formuły dialogu w dwustronną. Ten konflikt rozgrywa się dziś bowiem między orientacją na długofalowy rozwój prowadzącą do próby dokonania korekty systemowej a coraz bardziej zdemoralizowaną i krótkowzroczną sferą polityczną.

Na spotkaniu okazało się, że nawet duzi pracodawcy zaczynają dostrzegać, że pogłębianie wyzysku pracowników nie będzie im na dłuższą metę służyć. Dlaczego nie waham się mówić o wyzysku? Bo ogromna rozpiętość dochodów w zestawieniu z osłabianiem i tak słabej pozycji polskiego pracownika (powszechność umów śmieciowych, łamanie kodeksu pracy czy podniesienie wieku emerytalnego) – są jego znamionami. Jeśli dodać do tego złą i źle rokującą sytuację gospodarczą, w tym rosnące bezrobocie i perspektywę kolejnej fali emigracji – tworzy to sytuację bliską dramatycznej.

Gdyby wzrost płac był przez ostatnich 20 lat powiązany ze wzrostem wydajności pracy, średnia płaca byłaby dziś o 1 tys. zł wyższa

Mocne były argumenty przytaczane przez prof. Mieczysława Kabaja. Mówił on, że gdyby wzrost płac był przez ostatnich 20 lat powiązany ze wzrostem wydajności pracy, średnia płaca byłaby dziś o 1 tys. zł wyższa. A także, iż niedawna ustawa o uelastycznieniu czasu pracy zostawia w kieszeniach pracodawców aż 8 do 10 mld zł.

Na spotkaniu miałam okazję obserwować rzecz niezwykle rzadką: zbliżenie stanowisk polegające na gotowości do samoograniczenia się obu stron i racjonalnym określeniu warunków brzegowych zmian. Stoi to natomiast w jaskrawej sprzeczności z polityką rządu Donalda Tuska. Jej cechy to: krótki horyzont myślowy, stawianie na równowagę na niskim poziomie, lekceważenie procedur, utrzymywanie władzy poprzez klientelizm i zastraszanie, wynikająca z tych ostatnich demoralizacja. I związkowcy, i pracodawcy mają coraz wyraźniejsze poczucie, że tak dalej nie można.

Dramat polega jednak na tym, że rząd, od którego uruchomienie realnych zmian przecież zależy, jest głuchy na ich argumenty i postulaty. I – jak pokazało warszawskie referendum – jest jeszcze w stanie przez jakiś czas rządzić w ten sam sposób co do tej pory.

Systemowe zmiany zachodzą w sytuacjach, w których głębokie podziały w obrębie elit zbiegają się z siłą grup mających interes w zmianie. Tak było pod koniec PRL. Dziś tak jeszcze nie jest. Mamy jednak bombę z opóźnionym zapłonem, która już tyka.

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 2/2013, 17–23 PAŹDZIERNIKA 2013, CENA: 0 ZŁ